Wielu artystów próbowało i próbuje swych sił aby uformować ludzką postać w sposób maksymalnie prosty. Także najwięksi. I wiele tych prób określam jako „przegadane” w porównaniu do rzeźby, którą oferuję.
Nie pamiętam już jak ta rzeźba do mnie trafiła. Musiało to być dawno temu. Ale nie dziwię się, że ją kupiłem. Z daleka może przypominać kawałek pogiętego płaskownika. Dopiero uważne spojrzenie z bliska, pozwala dostrzec maestrię wykonania. Podziwiać dyscyplinę, prostotę i minimalizm przyświecający twórcy rzeźby, który stworzył postać uniwersalną, mogącą być zarówno mężczyzną jak i kobietą. Może jedynie potężne stopy mogą sugerować płeć postaci, pod warunkiem, że nie jest to celowe odniesienie do rzeźb Alberto Giacomettiego, podobnie wiążącego swe postacie z podłożem.
Postać choć bezręka wcale nie wygląda na okaleczoną. Wprost przeciwnie wygląda na harmonijnie zbudowaną. We mnie niepokój budzi jedynie pochylenie głowy. Pozwala się domyślać stanu emocjonalnego, dalekiego od szczęścia.
Nie wiem kto jest autorem rzeźby. Nie pozostawił na rzeźbie swojego podpisu. Wielu artystów próbowało i próbuje swych sił aby uformować ludzką postać w sposób maksymalnie prosty. Także najwięksi. I wiele tych prób określam jako „przegadane” w porównaniu do rzeźby, którą oferuję. Chropowatość odlewu i nierównomiernie rozmieszczona zielona patyna to, jak sądzę, celowy zabieg artysty, jedyna jej dekoracja.
Sam brąz ma 44 cm wysokości, 8 cm szerokości i 11 cm głębokości. Stoi na drewnianej podstawie o wymiarach 12 na 14 na 3,5 cm.